Yerba Mate – tajemniczy napój znany od wieków

Ostrokrzew paragwajski w warunkach naturalnych

Yerba Mate to napój przyrządzany z listków, gałązek i pyłu (powstałego w procesie suszenia i mielenia) ostrokrzewu paragwajskiego. Jest to wiecznie zielone drzewo występujące naturalnie tylko w kilku miejscach Ameryki południowej (Paragwaj, Urugwaj, Argentyna i Brazylia). To właśnie tam od wieków jest uprawiane i eksportowane na cały świat.

Swą nazwę ( z łacińskiego herba – ziele oraz mati – w języku Indian Keczua oznacza naczynie do picia) oraz popularność, zawdzięcza misjonarzom jezuickim, którzy dotarli do dorzecza Parany w XVII. Misjonarze Ci poznawszy używkę miejscowych plemion i jej właściwości, zaczęli propagować ją w Europie jako alternatywę dla sprowadzanej ówcześnie z Azji herbaty. Dziś w krajach, w których jest uprawiana, Yerba mate ma status napoju narodowego.

Yerba Mate to nie herbata, tylko inne… ziele

Różnice są znaczne, chociażby w sposobie przygotowania naparu do spożycia. Yerby nie zalewamy wrzątkiem, bo ją „spalimy” (nabierze wtedy nieprzyjemnego smaku i straci swoje właściwości). Idealna jest woda o temperaturze 70 – 80 stopni Celsjusza. Dodatkowo do picia używamy metalowej (lub bambusowej – rzecz gustu i przyzwyczajenia) słomki z sitkiem na końcu tzw. bombillę (czytaj: bombiję). Potrzebujemy jej gdyż zalany wodą susz nie opada na dno a unosi się w naczynku przez cały czas. Bez niej trudno było by się napić. Do tego gdy już się napijemy możemy z powodzeniem zrobić sobie „naparzkę” i tak od 5 do 8 razy w zależności od gatunku suszu, który na ten czas spożywamy.

Jak to smakuje?

Ooo to ciekawa sprawa. Najczęściej używane stwierdzenie dotyczące smaku yerby, jakie znajdowałem w przeróżnych materiałach gdy sam chciałem rozpocząć jej picie było: „charakterystyczny, ziemisty smak, do którego trzeba przywyknąć…”. Prawda, delikatnie powiedziana. Sam znam niewiele osób, którym yerba mate zasmakowała od razu, z resztą na rynku jest mnóstwo gatunków yerby, które charakteryzują się różnym, mniej lub bardziej intensywnym smakiem, który nie tylko zależy od gatunku, rodzaju uprawy ale też od kraju pochodzenia….ufff.

Moja przygoda z yerba mate zaczęła się od paragwajskiej „Pajarito”. Gatunek ten charakteryzuje się drobno pociętym suszem z dużą ilością gałązek i pyłu oraz intensywnym, charakterystycznym, mocnym, wyrazistym smakiem. W kręgach znawców Pajarito uchodzi za prawdziwą, ortodoksyjną yerbę bez dodatków, dla smakosza, dla konesera….

Po przyrządzeniu, czas na pierwszy łyk i lekki szok. Tak, yerba jest gorzka. Gorzka, ale to nie wszystko. Jeśli miałbym przywołać tzw. „pierwsze wrażenie” to hmm, pomyślmy: popielniczka z niedopałkami papierosów, popiołem zalana wodą i podgrzana. Do tego dołożona ta metalowa słomka….. Jak to pić? Okazało się, że ten specyficzny, papierosowy, trochę jakby wędzony posmak to cecha charakterystyczna właśnie dla „Pajarito”, której potem gdy zacząłem eksperymentować z innymi gatunkami i domieszkami, zaczęło mi…. brakować. Dzisiaj „Pajarito” to mój ulubiony gatunek, który piję na co dzień. Uwielbiam jej smak i zapach, nie wyobrażam sobie dnia bez mojej mate.

Korzyści z picia yerba mate

Przygotowany do spożycia
napój yerba mate

 

Czytając powyższy tekst, zastanawiacie się pewnie: skoro to takie dziwne i smakuje dziwnie i trzeba się przyzwyczaić to dlaczego warto to pić?

Korzyści jest bardzo dużo. Na tyle dużo, że o tym będzie cała druga część, tego trzy częściowego artykułu poświęconego yerba mate. Teraz pokrótce. Mieszkańcy Ameryki Południowej już dawno, dawno odkryli, że napar z ostrokrzewu ma niezwykłe właściwości zdrowotne i pobudzające.

Jest lepsza od kawy i od jakiegokolwiek „energetyka” na rynku. Zawiera kofeinę ale jej działanie nie jest szkodliwe i nie podrażnia żołądka, przy tym działa zdecydowanie dłużej od kawy – wiem co mówię – przetestowałem na sobie. Dodatkowo działa moczopędnie, czyści nerki, poprawia przemianę materii (chudnie się – poważnie!), zwiększa odporność, poprawia samopoczucie i uwaga drogie Panie: pozytywnie wpływa na jędrność skóry – nie wypłukując przy tym magnezu z organizmu i nie zostawiając osadu na zębach, a więc….

Ile kosztuje picie yerba mate?

Hmm, patrząc na korzyści – niewiele.

Bombilla – to koszt od 10zł za bambusową rurkę z otworkami. Metalowe są droższe i kosztują w zależności od jakości, rodzaju metalu, sposobu filtracji, marki itp od 10zł do 110zł za oryginalne, bogato zdobione egzemplarze, których nie powstydziłby się pan, który po regionach, gdzie uprawiana jest yerba mate, chodzi bez butów… Moja, całkiem przyzwoita bombilla (widoczna na zdjęciu) kosztowała 20zł.

Matero – to naczynko do picia mate. Nie jest Ci potrzebne de facto, możesz przecież sporządzić napar w normalnym kubku. Ja jednak, jako facet, który kocha gadżety – nie wyobrażam sobie picia yerby z kubka.  Jeśli chodzi o koszta, to ceny są różne w zależności od materiału i wielkości, z którego ów matero zostało wytworzone. Prawdziwi Indianie pili yerbę z matera wytworzonego z pnia drzewa Palo Santo (święte drzewo), na zewnątrz okutego w metal lub wykonanego z owocu tykwy. Są one bardzo ładne, ale raz, że małej pojemności 130 – 200ml, dwa, kłopotliwe w utrzymaniu (zwłaszcza te drewniane) ponieważ trzeba je utrzymywać wilgotne. Dodatkowo, jeśli chcemy ładny, oryginalny egzemplarz to musimy trochę zapłacić. Matera drewniane kosztują od 60 do 170zł, natomiast tykwowe od 30 do 105zł. Alternatywą (którą i ja preferuję) są matera ceramiczne. Ich ceny zaczynają się od 20zł i można przebierać w kształtach i rozmiarach, chociaż i tu jest jeden mały haczyk gdyż ja, osobiście chciałem naprawdę duże naczynko (to co widzicie na zdjęciu), tak żeby miało z 400 – 500ml i długo się naszukałem. Większość materek dostępnych na rynku ma 150 – 350ml. Ale w końcu jest. Kosztowało w sumie nie dużo – 35zł i wchodzi w nie całe 0,5 litra naparu, a co!

Yerba mate – ceny różne, gatunków mnóstwo. Z reguły im większe opakowanie tym mniej płacimy. Średnio: pół kilo to wydatek między 20 – 30zł. Kilogram to wydatek 40 – 50zł – za podstawowe, normalnie uprawiane gatunki. Jeżeli natomiast jesteśmy wybredni, pro-ekologiczni i chcemy np. yerbę z samych listków (bez gałązek i pyłu), uprawianą w dżungli, paloną słońcem, bez nawozów itp – to już musimy się liczyć ze sporym wydatkiem. W żołnierskich słowach: ja osobiście pijam „Pajarito”, za której kilogram płacę 40zł – co starcza na półtora miesiąca i tyle.

Gdzie kupić?

Yerba mate kupimy np. w internecie (taaadaaa!) ale nie tylko. Stacjonarnie występuje z reguły we wszystkich sklepach z herbatą lub ziołami (nawet w sieciówkach herbacianych jest – tylko drogo). W marketach niestety yerby nie znajdziecie.

Jeśli chodzi o internet, polecam sklep: www.dobreziele.pl, kupicie tam wszystko co potrzeba w dobrych cenach.

Podsumowanie

To jest część pierwsza serii artykułów o yerba mate. Z drugiej dowiecie się dlaczego warto ją pić, bo korzyści jest tyle, że uff… wymagają one opisania w odrębnej części. Z trzeciej natomiast, jak poprawnie sporządzić napar i jak pić yerbę…. na zimno.

Zapraszam!
Bartosz Grzenkowicz

Yerba mate w sklepie Dobre Ziele

przejdź do sklepu